Szemrane interesy z szyickim mułłą

Kolejny dzień rozpoczynamy od zwiedzania zabytkowych domów historycznych (historical houses). Przed rewolucją były to prywatne wille miejskiej arystokracji. Potem przejęło je państwo i teraz są popularnymi obiektami turystycznymi w Kashan. Zwiedzamy dwa: Khan-e Boroujedri oraz Khan-e Tabatabei.


Legenda głosi, że pierwszy z nich był budowany przez 18 lat przez pewnego bogatego kupca, który chcąc poślubić wybrankę serca obiecał jej ojcu, że wzniesie dla niej dom co najmniej tak piękny jak jej dom rodzinny. Rzeczywiście obie rezydencje są małymi dziełami sztuki, dopracowanymi w każdym detalu.

Potem wybieramy się do zabytkowych term miejskich (hammam) Sultan Almir Ahmad, których wielką zaletą jest kosmiczny dach (kopuły przypominały mi statek kosmiczny), z którego widać ośnieżone szczyty gór Zagros. W hammamie spędzamy trochę czasu – nie ma za wielu turystów więc spokojnie sobie spacerujemy i robimy zdjęcia. A trzeba przyznać, że wnętrza są nazwyczaj fotogeniczne. Po wyjściu spotykamy przewodnika polecanego przez Lonely Planet i decydujemy się pojechać z nim następnego dnia nad słone jezioro, zwiedzić podziemne miasto, zostać na noc na pustyni a kolejnego dnia odwiedzić górską wioskę Abyane.

Hassein zawozi nas też do Bagh-e-Fin Garden – najstarszego ogrodu perskiego (XVI wiek) w Iranie, położonego kilka kilometrów od centrum miasta. Jest to jeden z ogrodów wybudowanych przez dynastię Safavid. Po drodze zatrzymujemy się w meczecie Agha Bozorg, który jest przzykładem XIX-wiecznej sztuki sakralnej Iranu. W ogrodzie na świeżym powietrzu wypijamy herbatę i zjadamy pyszny obiad. Wtedy też orientujemy się, że zapomnieliśmy zabrać z domu telefonu. Okazuje się, że nie mamy numeru telefonu do naszego hosta, nie możemy się z nim skontaktować a nie znamy nawet naszego adresu. Wychodzimy z ogrodu, siadamy przy drodze i robimy burze mózgów próbując znaleźć wyjście z tej sytuacji. Nagle podjeżdża samochód a w nim N. z żoną i małą Telmą! Okazało się, że się o nas martwili od rana bo nie dawaliśmy znaków życia więc po pracy przez godzinę krążyli po mieście szukając nas. Troska i gościnnośc Irańczyków jest po prostu nie do opisania! Okazuje się, że N. postanowił wziąć kolejnego dnia urlop, że pojechać z nami do wioski Abyaneh. Wobec tego decydujemy się zadzwonić do przewodnika Hasseina i zmienić plany (zamiast wycieczki dwudniowej chcemy jednodniową na pustynię). Próbuje dzwonić ale niestety nie odbiera. Po kilku minitach telefon odzwania więc odbieram i tłumaczę jakie zmiany zaszły. Hassein wydaje się być roztargniony i jakby nas nie nie pamięta. Tłumaczę mu kilka minut jaką wycieczkę chcrmy, on mówi, że sprawdzi co mu się uda załatwić i oddzwoni. Zaczynam żałować, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę zorganizowaną zamiast zrobić to na własną rękę. Hassein mówi, że udało mu się znaleźć jedną agencje ogranizującą wycieczki zgodne z naszymi wymogami i teraz musimy ustalić ile jesteśmy w stanie za nią zapłacić. Trochę zaczyna mnie to dziwć bo myślalam, że jedziemy z nim a nie jakimś obcym przewodnikiem. Obiecuje zrobić co w jego mocy i dać znać w przeciągu kilka godzin.
Wracamy do domu, odpoczywamy i wieczorem wybieramy sie na bazar. Bazary w Iranie to daleko wiecej niż tylko miejsce robienie zakupów. Oprócz tego, że są ogromne (często ciągną się przez kilka kilometrów), mają masę bocznych uliczek i labiryntów w których łatwo się pogubić, można na nich kupić wszystko (od przypraw i słodyczy do ubrań, dywanów i rękodzieła), bazary mają pięknie zdobione sufity, poukrywane w bocznych uliczkach niewielkie ogrody, herbaciarnie czy fontanny. Bazar to miejsce spotkań, centrum życia społecznego miasta. Ten w Kashanie uchodzi za jednej z piękniejszych w Iranie. Szwędamy się trochę, kupujemy suszone płatki róż z których słynie to miasto. Właściwie bardziej popularna jest nawet woda różana, której używa się do robienia herbaty, mycia się czy sprzątania mieszkania. Do wyboru do koloru. Postanawiamy kupić po woreczku róż i same zrobić taką wodę w domu. Gdy wychodzimy z bazaru dzwoni Hassein. Tlumaczy mi długo i zawile szczegóły wycieczki, którą nam załatwił. Wreszcie poruszam temat zaliczki, którą mu zostawiliśmy rano. I wtedy na chwile tracę oddech i serce przestaje mi bić bo w głos w słuchawce mówi mi, że nie widziliśmy sę dziś ale 2 dni temu w Qom i że głos należy do mułły, który był naszym przewodnikiem po kompleksie meczetów! Czyli okazuje się, że od 3 godzin mułła z Qom próbuje wszystkimi znanymi mu metodami zorganizować nam wycieczkę na pustynię w Kashan! Gdy odzyskuję mowę zaczynam go przepraszać a on się śmieje bo myślał, że na prawdę potrzebujemy jego pomocy i bardzo się starał znaleźć coś co nam odpowiada a ja ciągle marudzilam!! 😉 Sayete szczęśliwie ma poczucie humoru i po chwili oboje umieramy ze śmiechu przypominając sobie nasze rozmowy telefoniczne i uzgadnianie szczegółów wycieczki 🙂

Wieczorem wspólnie z rodziną N. i przyjaciółką M. jedmy pyszną kolację w domu – ryż i pieczone warzywa. Bardzo nam smakuje i nawet udaje się zdobyć tajną recepturę! Jedno wiemy na pewno – czekają nasz zakupy przypraw na bazarze i podejrzewam, że będzie ich tak dużo, że nadamy je w bagażu rejestrowanym!

image

Dom Boroujedri

image

Jeden z ozdobnych sufitów domu Boroujedri

image

Dom Tabatabei

image

Jedna z sal lustrzanych domu Tabatabei

image

Dach hammamu – w tle widac dach domu Boroujedri i ośnieżone góry Zagros

image

Hammam od środka

image

Kolejna sala hammamu i ręka Ewki

image

Meczet Agha Bozorg

image

image

herbata, obiad i słodkie lenistwo w perskich ogrodach – czego chcieć więcej?

image

Fin Garden

image

Fin Garden

image

Bazar w Kashan – tu nawet ja lubiłabym robić zakupy

image

Królestwo róż i wody różanej

image

Wspólna kolacja w domu N.

Leave a Comment