Nie ma kaszany w Kashanie!

W 1,5 godziny docieramy z Qom do Kashan – pustynnego miasta w centralnym Iranie u podnóza gór Zagros. Z przystanku odbiera nas N. – nasz gospodarz z couchsurfingu (CS oficjalnie nie jest zakazany ale słyszeliśmy, że wiele goszczących osób miewa problemy z policją więc na wszelki wypadek nie będę podawać imion).

N.okazuje się być niesamowicie gościnny i pomocny.
Nasz host mieszka z żoną i uroczą córeczką Thelmą na obrzeżach Kashan. Jest w naszym wieku, studiował w Teheranie ale po studiach postanowił wrócić do rodzinnego miasta. Jego mieszkanie to jeden ogromny pokój dzienny połączony z kuchnią i pokojem dziecięcym. Wydzielona jest tylko niewielka sypialnia bez okien.
Chwilę odpoczywamy i N. proponuje, żebyśmy pojechali z nim pograć w tenisa a potem poszli na wspólną kolację z przyjaciółką rodziny, M. M. jest dla mnie symbolem wyzwolonej (na ile to możliwe) irańskiej kobiety. Mocny makijaż, modne ubranie (choć z zachowaniem zasady tuniki zasłaniającej tylną część ciała), bardzo głośna muzyka w samochodzie (irańska ale oczywiście nielegalna bo legalna i cenzurowana jest nudna). W samochodzie i na kolacji M. siedziała bez hidżabu podczas gdy my raz po raz go poprawiałyśmy gdy nam się zsuwał z włosów. N. śmiał się z nas, że mamy szczelniej zawiązane chusty niż Iranki i bardziej się nimi stresujemy 😉 Bardzo żałujemy, że M. nie mówi po angielsku bo myślę, że usłyszelibyśmy wiele ciekawych historii.

Kolacja, tak jak każdy posiłek, rozpoczyna się herbatą z cukrem. My najbardziej lubimy ten żólty, z szafranem, na patyku albo kandyzowany. Do herbaty w Kashan podaje się słodkie ciasteczka i daktyle. Ilość cukru, którą tu przyjmujemy, przekracza wszelkie granice!
Główna atrakcja kolacji to kashki bademjun – smażony bakłażan, czosnek, lekko sfermentowany jogurt (!) i kilka składników, których nie jestem w stanie zidentyfikować 😉 Wszystko razem należy porządnie wymieszać tak, aby powstała jednolita pasta, którą potem smaruje się cienki irański chleb nun, dodaje kawałek surowej cebuli (Irańczycy ją uwielbiają i jedzą do wszystkiego) i zjada. Bardzo to dobre i wegeteriańskie co nie jest bez znaczenia dla Ewki bo zamówienie posiłku bez mięsa jest tu trudną sztuką – trzeba zmierzyć się z pytaniami w stylu:
– Bez mięsa? Jak to bez mięsa?
– Może kurczak? To przecież nie mięso!
– Czemu Pani nie zadzwoniła wcześniej? Coś byśmy przygotowali.
– Wyłowimy kawałki mięsa z zupy! Czemu nie???
W najgorszym wypadku zawsze zostają samosy w przydrożnym fast-foodzie.

Po kolacji kontynuujemy rodzinny wieczór w domu oglądając z Thelmą do 1 w nocy irańskie bajki i … Teletubisie 😉
image

N. z żoną i uroczą córeczką
image

image

Nasz ulubiony szafranowy cukier
image

image

image

Leave a Comment