Abyaneh czyli Małopolska w Iranie

Ambitny plan na drugi dzień w Kashan: rano górska wioska Abyaneh w górach Zagros a po południu Salt Lake, podziemne miasto i noc na pustyni.

Rano wyruszamy z N. do Abyaneh. Po drodze do wioski mijamy kilka miejsc z zakazem wstępu i spacerującymi uzbrojonymi żołnierzami. Jak sie potem okazuje jest to podobno centrum badań nad bronią jądrową…

Po prawie 1,5 godziny drogi docieramy do Abyaneh – małej wioski liczącej ponad 1500 lat położonej u podnóża góry Mt Karkas (3899 mnpm). Zamieszkują ją obecnie przede wszystkim starsze osoby noszące na codzień tradycyjne kolorowe stroje i mówiące językiem staro-perskim (wynik wielowiekowej izolacji związanej z górskim położeniem). Wioska położona jest na wysokości ponad 2 tys. mnpm więc jest tu dużo chłodniej niż w Kashan (gdzie było ok. 16 stopni), w niektórych miejscach nadal leży śnieg. Oprócz położenia uroku wiosce dodają tradycyjne czerwone domy z gliny, misternie zdobione drewniane okna, drzwi oraz balkony.

Tradycyjny strój mieszkanek wioski przypomina polski strój krakowski albo góralski więc czujemy się jak w domu 😉 Stoje, góry – Małopolska! Spacerujemy sobie wąskimi uliczkami, czasem zachodzimy do nieliczych otwartych lokalnych sklepików, na koniec spotykamy panią, która proponuje nam przebranie się w tradycyjne stroje. Wiemy, że to taka “pułapka” na turystów ale dajemy się w nią złapać i mamy ogromną frajdę zakładające kwieciste spódnice i chusty! Sesja zdjęciowa wyszła też niczehgo sobie 😉

Po powrocie do Kashan N. zabiera nas na obiad do tradycyjnej irańskiej restauracji gdzie próbujemy kolejnego narodowego specjału – dizi (w wersji wegetariańskiej). Jest to rodzaj zupy z ciecierzycy, ziemniaków i pomidorów ale jedzonej w specyficzny sposób. Potrawa podawana jest w glinanych naczyniach, w których jest gotowana. Na początku należy odsączyć do głębokiego talerza jej płynną część, do której wrzuca się kawałki chleba lavash aż powstanie gęsta papka. Po zjedzeniu pierwszej części specjalnym przyrządem należy utrzec pozostałe składniki (a więc ciecierzyce i ziemniaki) na jednolitą masę, którą potem smaruje się chleb.

Niestety podczas obiadu zaczyna padać deszcz (pierwszy raz od kilku miesięcy więc wszyscy się cieszą!), prognozy mówią o braku poprawy do jutra zatem decydujemy odwołać nasze plany wyjazdu na pustynię i po południu wyruszyć do Isfahan.

DSC00505

DSC00515

DSC00545

DSC00548

DSC00554

DSC00568

DSC00575

A panowie w nudnych, czarnych “sutannach”.

DSC00613

Gotowi?

DSC00617

Jest klasa!

DSC00639

Dwie klamki – męska i damska. Po to, żeby gospodarz wiedział, czy otworzyć gościom powinien on czy jego żona 😉

DSC00642

IMG_0329

Z nową koleżanką

IMG_0337

Błogość- postanowiłam, że na starośc też się do takiej wioski przenoszę.

IMG_0347

DSC00683

Uwielbiamy irańskie restauracje!

Leave a Comment