Asfaltowa ruletka i kolorowy zawrót głowy czyli samochodem po północnej Argentynie

Do Salty dojeżdżamy w nocy w poniedziałek po kilkugodzinnej podróży z Cafayate. Szybki sen w hostelu i wymyślamy plan na kolejny dzień: wypożyczymy samochód, zwiedzimy położony na północ od miasta kolorowy wąwóz a potem nocnym autobusem pojedziemy do San Pedro de Atacama w Chile.

Dumni z perfekcyjnego planu (a trzeba wiedzieć, że plan jest u nas sytuacją wyjątkową i rzadką) wyruszamy rano na poszukiwanie samochodu. Odwiedzamy kolejne wypożyczalnie wszędzie słysząc, że nie tylko my wpadliśmy na tak genialny pomysł i że raczej samochodu dziś nie dostaniemy. Plan się sypie po raz pierwszy ale nie upadamy na duchu. Postanawiamy znaleźć chociaż auto od popołudnia, wyruszyć wieczorem w stronę wąwozu, spędzić tam noc a potem kolejnego dnia wrócić do Salty i wyruszyć do Chile. W ten spośob bylibyśmy tylko jeden dzień w plecy w porówaniu z pierwotną wersją. Udaje się znaleźć wolny samochód od 16, robimy rezerwację i ucieszeni idziemy na dworzec po bilety na Atacamę. U trzech kolejnych przewoźników słyszymy, że środa jest jedynym dniem, kiedy do San Pedro de Atacama nic nie jeździ. Plan się sypie po raz drugi ale nie poddajemy się. Szybka burza mózgów, rozmowa po hiszpańsku z panem w informacji turystycznej i decyzja: zamiast do Chile jedziemy do Boliwii. Nasza spontaniczność w planowaniu podróży już dawno przestała mnie dziwić więc spokojnie szukamy biletów na jutro do La Quiaca czyli ostatniej miejscości argentyńskiej przy granicy z Boliwią. Udaje sie kupić bilety na północ, zadowoleni wracamy do centrum. Mamy kilka godzin do odbioru auta więc idziemy do MAAM – Muzeum Archeologii Wysokogórskiej, które w swoich zbiorach ma znalezione w 1999 roku idealnie zachowne mumie 3 dzieci złożonych przez Inków w ofierze bogom. Co sie okazuje? Poniedziałek jest jedynym dniem tygodnia, kiedy muzeum jest zamknięte. Plan się sypie po raz trzeci ale my juz chyba przywykliśmy więc uśmiechnięci spacerujemy po mieście. Muzeum postanawiamy zwiedzić jutro przed wyjazdem do Boliwii. Salta okazuje się być bardzo przyjemnym miasteczkiem, z ładnym, zilonym rynkiem w centrum, piękną katedrą i nawet pomnikiem Jana Pawła II na pamiatkę jego pielgrzymki. O 16 udaje sie odebrać samochód i wyruszamy przed siebie. Początkowo droga z Salty biegnie przez małe wioski, potem pnie się w górę przez las subtropikalny. To co na mapie wydaje się być niewielką odległością okazuje się być serpentrynami i zajmować 3 raz wiecej czasu niż planowaliśmy. Na szczęście widoki rekompensuja trudną jazdę. Opuszczamy las i wjeżdzamy w kolorowy wąwóz Quebrada de Humahuaca wpisany na listę UNESCO. Widoki robią się coraz ciekawsze, za oknem obserwujemy skały w zmieniających się kolorach a zachodzące słońce dodaje im tylko uroku. Po zmroku docieramy do miejscości Tilcara gdzie postanawiamy spędzić noc przy stacji benzynowej, na której można zjeść ciepłe kanapki, podładować elektronikę i jest nawet sensowna łazienka. Kolejnego dnia wyruszamy w stronę miejscowości Humahuaca gdzie zaczyna się wąwóz. Zwiedzamy to małe miasteczko, dwie rzeczy nas zaskakują: wiele domów ma na dachach podobiznę Che oraz drugiego pana w kapeluszu z długimi włosami, a w samym miasteczku w centrum stoi ogromny pomnik niepodległosći, bardzo nieproporcjonalny do rozmiarów tej miejscowości. Wracamy w stronę Tilcary cały czas zachwycając się wąwozem. Zabieramy nawet na stopa lokalną panią. W końcu sami już wiele razy w Argentynie korzystaliaśmy z tej formy pomocy. Nie chcemy wracać do Salty tą samą drogą, którą przyjechaliśmy więc odbijmy do Purmamarca, gdzie znajdują się słynne siedmiokolorowe skały. Te kolory są zachwycające! Wszystko wokół wygląda jak poprawione w photoshopie – gdybym nie widziała tego na żywo to ciężko byłoby mu uwierzyć, natura może stworzyć coś tak pięknego. Jest godzina 10 więc nie mamy za wiele czasu na napawanie się widokami, do 17 musimy oddać samochód. Droga wije sie górskimi serpentynamii coraz wyżej i nagle okazuje się, że jestemy na wysokości prawie 4 200 m.n.p.m.! Jedziemy w stronę pustyni solnych Salinas Grandes, których biały kolor powoli pojawia się na horyzoncie. Zatrzymujemy się na chwilę, ale wiedząc, że w Boliwii pojedziemy na najwiekszą pustynię solną świata, nie pozostajemy tam długo. Przed nami jeszcze długa droga – najpierw byłą Rutą 40 (najsłynniejsza południowoamerykańska droga biegnąca z północy na południe Argentyny) do San Antonio de los Cobres a potem do Salty. Ku naszemu zaskoczeniu droga Ex-R40 od Salinas Grandes zmienia się z asfaltowej w szutrową mimo, że na mapie jest dokładnie tego samego koloru co poprzednie drogi! Nasze Clio daje radę i poruszamy się w tempie 30 km/h przez pustynię (tym razem nie solną a zwykłą). Po dojechaniu do San Antonio kolejne zaskoczennie: mimo, że droga w stronę Salty na mapie wydaje sie być główniejsza niż ta, która jechaliśmy, wcale nie zmienia sie na asfaltową. Wiemy już, że ciężko będzie zdążyć na 17 ale nie tracimy ducha. Na szczęście ostatnie 100 km to asfalt więc nadrabiamy trochę i przed 17 wjeżdżamy do miasta. Jeszcze jedna misja: myjnia samochodowa bo Clio zmieniło kolor z czerwonego na szary. Trochę to trwa ale sie udaje i przed 18 bez problemów oddajemy samochód. Spokojnie odwiedzamy muzeum archeologiczne dowiadując się dużo na temat kultury Inków i oglądając mumię małej dziewczynki ( mumie są 3: chłopiec, dziewczynka i nastolatka i rotacyjnie co pół roku wystawiana jest jedna). Wygląda jakby spała, niska temperatura na szczycie wulkanu świetnie ją zakonserwowała. Wieczorem spacerujemy sobie jeszcze po mieście i o północy wyjeżdżamy w stronę Boliwii.

???????????????????????????????

Miejscowość Maimara z cmentarzem na zboczu wąwozu

???????????????????????????????

Quebrada de Humahuaca

DSC03413

Skala 7 Kolorów w Purmumarca

image

Pojawiają się pierwsze lamy

image

Domy w Humahuaca

DSC03449

W Argentynie konie są wszędzie i każdy podobno umie na nich jeździć

DSC03469

DSC03477

Gdzieś na trasie

DSC03483

Tak wysoko wjechaliśmy!

DSC03501

wpid-dsc03496.jpg

Sól, wszędzie sól

0 Comments
  1. avatar image
    Judyta at 28 November 2014 Reply

    Prześliczne widoki, cudowna opowieść!

Leave a Comment