Przebita opona. Pretoria. Pożegnanie z Afryką

Wcześnie rano przekraczamy granicę. Jedziemy szutrową drogą. Jedzie się coraz ciężej. Coś głośno trzeszczy. Zatrzymujemy się. Złapaliśmy gumę. Dobra, nie ma co rozpaczać. Trzeba szybko zmienić oponę. Po chwili okazuje się, że jest jeden problem.. nie mamy lewara. Jak to nie mamy lewara? Przecież go mieliśmy? A może nie mieliśmy? Może nam się tylko wydawało? No to czekamy, aż ktoś będzie akurat przejeżdżał i nam pomoże… Mija godzina. Nic nie jedzie. Upał zaczyna dawać znać o sobie. Siadamy w cieniu rzucanym przez samochód. Jemy śniadanie. Nic nie jedzie. Po chwili na horyzoncie pojawia się samochód. Zatrzymuje się. Z małej osobówki wyskakuje 6 lokalesów elegancko ubranych, jakby właśnie jechali na poranną mszę. Ani słowa po angielsku. Dogadujemy się na migi. Podwijają rękawy garniturów, wyrzucają zawartość swojego bagażnika i wyjmują swój lewar. Nic z tego. Nawet nie sięga do naszej terenówki. Myślą co by tu zrobić. Widzimy, że się śpieszą. Bart dziękuje im za pomoc i sugeruje, żeby już jechali, i tak nam nie pomogą, a być może nie spóźnią się tam, gdzie mieli dotrzeć. Druga godzina oczekiwania. Słyszymy, że coś jedzie, ale jeszcze nie widzimy. To musi być jakiś duży samochód. Jest nadzieja. Dopiero po dobrych 5 minutach na horyzoncie pojawia się traktor.. Panowie też nie mają odpowiedniego lewara, ale pokazali nam na migi, że sobie poradzą. Wyciągają nasz przyrząd do wyciągania samochodu z piasku, którego to przyrządu obsługa wypożyczalni stanowczo zakazywała używać do wymiany opon i zaczynają procedurę. Po 5 minutach mamy wymienioną oponę i wygiętą połowę zderzaka. Uszkodzenia nie da się nie zauważyć. Będzie nas to drogo kosztowało…no ale przynajmniej możemy ruszyć się z miejsca. Dajemy Panom drobne na piwo za pomoc i ruszamy dalej.

Docieramy do Pretorii gdzie spędzimy ostatnią noc. Parkujemy w centrum. Wychodzimy z samochodu. Podchodzi Pani parkingowa i pyta się po co tu parkujemy? Jak to po co? Chcemy pochodzić po mieście! Pani wskazuje, że nie rozumie po co biali mieliby chodzić po mieście? Po chwili podchodzi policjant. Prosi abyśmy upewnili się, czy mamy dobrze zamknięty i zabezpieczony samochód. Hmm.. nigdy jeszcze nic takiego nas nie spotkało. Reakcja ludzi sugeruje, że tu rzeczywiście może być niebezpiecznie. Kilka godzin szwendamy się po mieście. Nie spotykamy żadnej białej osoby. Chyba  rzeczywiście biali po prostu boją się tu wychodzić na ulice (widzimy ich wyłącznie przemieszczających się samochodami). Z drugiej strony, nikt za bardzo nie zwraca na nas uwagi. Oczywiście, nic złego nas nie spotyka. Już się do tego przyzwyczailiśmy spacerując ulicami Ameryki Południowej, czy Afryki, że o ile nie prowokuje się ludzi, nie chodzi z aparatem na wierzchu i złotym zegarkiem na ręce, nie wygląda jak urlopowicz z pięciogwiazdkowego hotelu, przyjaźnie jest się nastawionym do ludzi, zna się kilka słów w lokalnym języku, to trzeba mieć naprawdę ogromnego pecha, żeby coś złego Cię spotkało.

 

To teraz trzeba oddać samochód. Wcześniej go może umyjemy, żeby zrobić dobre wrażenie. Podjeżdżamy na myjnię. Nasz samochód myje prawie 10 osób, trwa to ponad godzinę. Tu się inaczej pracuje. W trakcie pracy jest czas na gadanie, leżenie i jedzenie, ew. nic nierobienie. Obserwujemy osoby krzątające się przy samochodzie i nie możemy wyjść z podziwu, jak lokalesi wyspecjalizowali się w pozorowaniu roboty 😉

Podjeżdżamy samochodem do wypożyczali, a obsługa przeciera oczy ze zdziwienia. Już dawno nikt nie oddał nam tak czystego samochodu! Z tego wrażenia zupełnie pomijają wygięty zderzak, powgniataną lodówkę, porysowaną karoserię i brakujące elementy wyposażenia albo po prostu przemierzają afrykańskie drogi nie da się tych uszkodzeń uniknąć, w związku z tym wypożyczalnie wliczają to w koszty.

Siedzimy już w samolocie. To zdecydowanie była podróż życia. Przynajmniej do czasu kolejnej podróży 😉 Przejechaliśmy prawie 15 tysięcy kilometrów przez RPA, Suazi, Lesotho, Namibię i Botswanę. Przeżyliśmy niesamowite chwile. Zobaczyliśmy wspaniałą przyrodę, w tym naprawdę z bliska niezliczone mnóstwo zwierząt w ich naturalnym środowisku. Poznaliśmy ciekawych ludzi. Wbrew ostrzeżeniom i zapowiedziom, nic, absolutnie nic złego nas tu nie spotkało. Same pozytywy. Przejazd jeepem przez Afrykę Południową to byłą prawdziwa przygoda. Chcemy tu wrócić. A może by tak przejechać jeepem przez całą Afrykę? Nasze spojrzenia się spotykają. Postanowione.

Leave a Comment