Góry Smocze 

Góry Smocze – to brzmi dumnie. Sama nazwa pasma górskiego mocno nas od długiego czasu elektryzowała. Zdjęcia tych górach publikowane w internecie jeszcze bardziej. Zobaczyć na żywo Góry Smocze to było jedno z naszych większych marzeń.

Planowaliśmy spędzić w górach dwa dni. Jeden dzień po stronie RPA, a następnie przekroczyć granicę z Lesotho przez Sani Pass i drugi dzień spędzić po stronie Lesotho. Sani Pass to przełęcz górska położona na wysokości 2900 m n.p.m. Mało wiedzieliśmy o tej przełęczy przed wyjazdem. W drodze Lila czyta jak wygląda jej przekroczenie. Można tam dotrzeć wyłącznie samochodem z napędem 4×4, a i to może nie wystarczyć – potrzebny jest jeszcze zaprawiony w boju kierowca. Samochód 4×4 mamy – połowa sukcesu. Bart jednak kręcił nosem, twierdząc, że kilka offroadów w Afryce nie czyni go zaprawionym kierowcą. Odechciało mu się definitywnie, jak Lila przeczytała, że po deszczu tworzą się tam osuwiska i często samochody wraz z zawartością lądują w przepaściach.

Postanowiliśmy zmienić plany i pojechać dalej na północ, w stronę środkowej i północnej części masywu. To pozwoliłoby nam na dwa dni trekkingu po stronie RPA i przekroczenie granicy z Lesotho na północy gór – przez niżej położone przełęcze.

Na pierwszy dzień trekkingu udaliśmy się do Champagne Valley i Monk’s Cowl. Po drodze odwiedziliśmy pewnego Pana (poleconego nam), który kiedyś intensywnie zdobywał światowe szczyty, a na stare lata osiadł w Górach Smoczych i prowadzi camping. Dostaliśmy mapki i kilka cennych rad dotyczących tras.

W Górach Smoczych aktualnie jest najprawdziwsza Polska jesień. Liście opadają z drzew, a góry mienią się wieloma kolorami. Dni są słoneczne i ciepłe, a noce i poranki rześkie.

Poranek był pochmurny, a prognoza zapowiadała w pierwszej części dnia przelotne opady, a następnie piękne słońce. Pierwszy trekking zajął nam około 3 godziny. Dotarliśmy do wodospadów i wróciliśmy na parking. Potraktowaliśmy to jako rozgrzewkę. Pojechaliśmy na północ Gór Smoczych do parku narodowego Royal Natal National Park. Jeśli jest taka możliwość to staramy się nocować na campingach w ramach parków narodowych. Bliżej natury, więc wiadomo, że przyjemniej. Poszliśmy jeszcze na wieczorny krótki trekking po okolicy, tak aby znaleźć ładne miejsce na zachód słońca i wróciliśmy po zmroku na camping. Polubiła nas jedna impala, bo cały wieczór przechadzała się wokół naszego namiotu.

Następny dzień miał być już trudniejszy. Podjechaliśmy wysoko w góry, na wysokość 2540 m npm na parking w pobliżu góry Sentinel, by wyruszyć na jedną z ciekawszych i piękniejszych tras w Górach Smoczych – Sentinel hiking trial. Ostatnie kilka kilometrów podjazdu było mocno wymagające i musieliśmy jechać z napędem 4×4. Przed nami na trekking wyruszyła para Niemców z przewodnikiem i grupa Amerykanek z przewodnikiem. My oczywiście bez przewodnika. Dwie i pół godziny drogi pod górę na wysokość ok. 3000 m n.p.m. na Drakensberg Platau skąd rozpościera się wspaniały widok na Amfiteatr – czyli długi na 4 km i wysoki na 1000 m. łańcuch skał bazaltowych, z którego spływa ponad 900 metrowy wodospad Tugela (chyba drugi co do wysokości na świecie). Widoki zapierają dech w piersiach! Droga nie jest wymagająca technicznie, ale jest jeden fragment ze średnio przymocowanymi do skał drabinami, co wymaga chwili skupienia. W drodze powrotnej w okolicach drabinek tworzy się mały zator, co pozwoli nam zamienić kilka zdań z wchodzącymi pod górę Polakami. Przyjechali z Lesoto, jechali przez Sani Pass, droga podobno w ostatnim czasie została uprzątnięta (z większych kamieni) i wyrównana i wygląda jak rumuńska Transalpina. Zachęcają żebyśmy jednak spróbowali, poza tym dużo łatwiej przekroczyć tam granicę, bo podobno pogranicznicy nie sprawdzają wiz. My oczywiście nie staraliśmy się o wizę do Lesotho, bo to wydatek 100 Euro (na osobę), co w naszym wypadku – przy wizycie max 2 dniowej – było mało opłacalne. Słyszeliśmy, że jak strażnicy widzą paszporty z UE na Sani Pass to wpuszczają wszystkich (Polacy jako jedyni z UE potrzebują wizy do Lesotho). Bart się chyba dał przekonać do podjazdu przez Sani Pass. Nawet się podekscytował. Schodzimy szybko z gór i ruszamy na południe, aby jutro podjąć próbę przejazdu przez tę słynną przełęcz.

bart_górysmocze

Leave a Comment