Donovan. Mountain Zebra National Park. Addo Elephant National Park.

Donovan ma czterdzieści kilka lat, żonę i ośmioletniego syna. Dziś pozbawi ich prądu.

Opuściliśmy Lesotho. Jedziemy przez Free State. Prowincję w RPA położoną między innymi na terenie Kalahari. Przez 120 kilometrów nie miniemy żadnego samochodu. Niezła próba przed bezkresami Namibii. Droga prosta jak od linijki. Niestety wąska. Kalahari zabrało pobocze. Aspiruje po więcej.

Docieramy bardzo późno na camping położony nad jeziorem Gariep. Pośrodku niczego. Parkujemy. Wybiega do nas dwóch gości. Jak mogą pomóc? Szukamy miejsca na nocleg. Sprawdzą. Tak, mają wolne miejsce. Możemy sobie wybrać, poza nami tylko jeden samochód. Światło pada na strażnika, który spisuje nasze dane. Drugiego nie widać. W ciemności błyszczą tylko jego białe gałki oczne. Co chwilę znikają. Wydaje się mrugać nad wyraz często. Jakby chciał szybciej żyć. Nie, nie mamy drobnych. Pierwszy ze strażników kręci głową, że nie ma jak wydać. Z mroku wychyla się drugi, łapie pieniądze i ucieka. Za chwilę wróci zadowolony. Udało mu się rozmienić w pobliskiej restauracji. Błyszczą się już nie tylko jego oczy, ale również zęby. Czy potrzebujemy prądu? Nie, jesteśmy zmęczeni, chcemy spać. Nie potrzebujemy dostępu do prądu, poza tym i tak nie mamy przejściówki i przedłużacza. Drugi strażnik podskoczył. Przejściówkę mają w sprzedaży, a przedłużacz ma w domu. Kila kilometrów stąd. Może pożyczyć. Nie, bez przesady, nie będziemy nigdzie jeździć, jesteśmy zmęczeni. Nalega. Dobra, niech będzie, potrzebujemy prądu.

Donovan pracuje na campingu odkąd pamięta. Kiedyś często jeździł na południe koleją i z pociągu podziwiał słonie. Tęskni za tamtymi czasami, ale nie narzeka. W sezonie zimowym siedzi przy bramie i pilnuje wjazdu na camping. W lato, gdy turystów jest więcej, ma więcej pracy. Musi obchodzić camping i sprawdzać czy wszystko na miejscu, czy nic nie popsute. To mu się bardziej podoba. Lubi pomagać ludziom.

Podjeżdżamy pod jego dom. W środku pali się światło. Donovan opuszcza samochód i wbiega do domu. Zasłonki falują, coś się wywraca, gaśnie światło. Donovan wybiega uśmiechnięty. Daje nam przedłużacz. Ale.. czy Ty właśnie pozbawiłeś swoją rodzinę prądu? Nie przejmujcie się, będą spać w innym domu. Taki jest Donovan.

Kolejny dzień będzie bardzo intensywny. Zresztą, jak zwykle. Rano dotrzemy do Mountain Zebra National Park – domu górskich zebr, a późnym popołudniem do Addo Elephant National Park, przez który Dononav kiedyś zwykł przejeżdżać koleją. Jeździmy sobie przez te parki i cały czas żartujemy, że na przykład, mogliby powycinać drzewa, bo zwierząt nie widać. W Addo przejrzymy księgę gości. Autorem ostatniego, jeszcze świeżego jest Mr. Cho z Chin. Raczej rozżalony. Rezerwował miejsce na campingu odpowiednio wcześniej, a mimo to, przed jego miejscem rosły drzewa, przez co nie mógł obserwować zwierzyny prosto z łóżka. Wpis wygląda na prawdziwy. Chyba przestaniemy głupio żartować.

IMG_0774

Leave a Comment