Read Article

Botswana. Słoń, który przywrócił nadzieję.

Wjeżdżamy do Botswany. W trójkę. Strażnik po namibijskiej stronie prosi abyśmy przez granicę przewieźli jego koleżankę. Jego spojrzenie nie pozostawia wątpliwości. Od naszej decyzji zależy, czy będzie miły, czy nie. Niezależnie od jego nastawienia i tak byśmy panią zabrali ze sobą. Przejazd przez granicę nie trwa długo, ale konieczność przesunięcia zegarka o godzinę do przodu spowodowała, że poranek minął szybko. Dojeżdżamy do najbliższego miasta – Kasane – bramy do parku narodowego Chobe i ruszamy do banku wymienić pieniądze na lokalne pule. Szybko orientujemy się, że Botswana to zupełnie inny kraj niż RPA czy Namibia. Po pierwsze, o czym mało kto wie, jest to jeden z najszybciej rozwijających się krajów świata. Od 1966 do 1999 wzrost PKB
Read Article

Oto lwy

Założenie przed wylotem do Afryki południowej było takie, że dziennie nie pokonujemy więcej niż 350 – 400 km. No i że staramy się nie jeździć po zmroku w RPA, a w Namibii i Botswanie po prostu nie jeździmy po zmroku. W RPA w nocy jest podobno niebezpiecznie z uwagi na czynniki ludzki. Piszemy podobno, bo nic złego nas w RPA nie spotkało (ale o tym kiedy indziej). Natomiast w Namibii i Botswanie dużo dzikich zwierząt przebiega w nocy przez drogę albo po prostu się nią przechadza. Nie trudno sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji o wypadek nie trudno. Takie były założenia. Jest 19.00 i powoli zachodzi słońce. Przejechaliśmy prawie 500 kilometrów, a do celu mamy jeszcze 150. Zresztą, te założenia szlag trafił już drugiego dnia podróży. A teraz po prostu

Nic tu nie ma. Pustynia Namib. Sossusvlei.

Mamy wrażenie jakbyśmy poruszali się po Marsie. Tylko piach. Od czasu do czasu jakaś góra, sterta kamieni i znowu nic. Po horyzont tylko piach. Wjechaliśmy na tereny Pustyni Namib, która ciągnie się od Angoli przez całe wybrzeże Namibii aż po granicę z RPA. Najstarsza pustynia świata. 80 mln lat. Nazwa pustyni nie jest przypadkowa. Oznacza …

Drogi i bezdroża Namibii. Fish River Canyon

Na granicy RPA i Namibii poznajemy Matieja i jego dziewczynę. Pochodzą ze Słowenii. Trzy lata temu Matiej otworzył guesthouse (lodge) w Ghanie. Przyjechali do RPA aby trochę odpocząć od buszu. Entuzjastycznie nastawieni do życia. Ich humorów ani trochę nie pogorszą przypadki, które przytrafiły i przytrafią im się w drodze. Nie zmieni się również zdanie, które …