Read Article

Mapy marzeń kreślone w powietrzu. Patagonia.

Mamy takie wieczory, takie posiłki, takie spacery, że marzymy. Marzymy, gdzieby tu ruszyć w kolejną podróż. Marzymy na głos. Naszym marzeniom towarzyszą mapy. Jeśli nie mamy akurat pod ręka tych nakreślonych przez kartografów, to szkicujemy je na serwetce, na śniegu, w powietrzu. Na nich zaznaczamy raczej krainy niż państwa. Raczej te surowe, wręcz ascetyczne, pozbawione tłumów, błyskotek, wymagające wysiłku, podążania poza szlakiem, zebrania się w sobie, opuszczenia strefy komfortu. Stąd nasze zafascynowanie Islandią, Namibią, północną Norwegią, Patagonią… Mamy też taką zasadę. Trochę niewypowiedzianą, ale oczywistą, więc może niewymagającą werbalizacji. Że jak coś nam się zamarzy, to staramy się to zrealizować. Tu i teraz. Nie
Read Article

Przebita opona. Pretoria. Pożegnanie z Afryką

Wcześnie rano przekraczamy granicę. Jedziemy szutrową drogą. Jedzie się coraz ciężej. Coś głośno trzeszczy. Zatrzymujemy się. Złapaliśmy gumę. Dobra, nie ma co rozpaczać. Trzeba szybko zmienić oponę. Po chwili okazuje się, że jest jeden problem.. nie mamy lewara. Jak to nie mamy lewara? Przecież go mieliśmy? A może nie mieliśmy? Może nam się tylko wydawało? No to czekamy, aż ktoś będzie akurat przejeżdżał i nam pomoże… Mija godzina. Nic nie jedzie. Upał zaczyna dawać znać o sobie. Siadamy w cieniu rzucanym przez samochód. Jemy śniadanie. Nic nie jedzie. Po chwili na horyzoncie pojawia się samochód. Zatrzymuje się. Z małej osobówki wyskakuje 6 lokalesów elegancko ubranych, jakby właśnie jechali na poranną mszę. Ani słowa po angielsku.

Delta Okawango. Miesiąc po ślubie! Granica.

Różnie ludzie mówią. Jedni twierdzą, że dzisiejszy odcinek drogi, który pozwoli nam wyjechać z Chobe jest trudniejszy od wczorajszego. Inni, że łatwiejszy. Wolimy się miło zaskoczyć. Zakładamy, że będzie trudniej, o ile w ogóle może być trudniej. Ruszamy wczesnym rankiem, w myśl zasady, że wszystko co trudne najlepiej zrobić rano. Po dwóch godzinach drogi docieramy …

Botswana. Słoń, który przywrócił nadzieję.

Wjeżdżamy do Botswany. W trójkę. Strażnik po namibijskiej stronie prosi abyśmy przez granicę przewieźli jego koleżankę. Jego spojrzenie nie pozostawia wątpliwości. Od naszej decyzji zależy, czy będzie miły, czy nie. Niezależnie od jego nastawienia i tak byśmy panią zabrali ze sobą. Przejazd przez granicę nie trwa długo, ale konieczność przesunięcia zegarka o godzinę do przodu …