Read Article

Przebita opona. Pretoria. Pożegnanie z Afryką

Wcześnie rano przekraczamy granicę. Jedziemy szutrową drogą. Jedzie się coraz ciężej. Coś głośno trzeszczy. Zatrzymujemy się. Złapaliśmy gumę. Dobra, nie ma co rozpaczać. Trzeba szybko zmienić oponę. Po chwili okazuje się, że jest jeden problem.. nie mamy lewara. Jak to nie mamy lewara? Przecież go mieliśmy? A może nie mieliśmy? Może nam się tylko wydawało? No to czekamy, aż ktoś będzie akurat przejeżdżał i nam pomoże… Mija godzina. Nic nie jedzie. Upał zaczyna dawać znać o sobie. Siadamy w cieniu rzucanym przez samochód. Jemy śniadanie. Nic nie jedzie. Po chwili na horyzoncie pojawia się samochód. Zatrzymuje się. Z małej osobówki wyskakuje 6 lokalesów elegancko ubranych, jakby właśnie jechali na poranną mszę. Ani słowa po angielsku.
Read Article

Delta Okawango. Miesiąc po ślubie! Granica.

Różnie ludzie mówią. Jedni twierdzą, że dzisiejszy odcinek drogi, który pozwoli nam wyjechać z Chobe jest trudniejszy od wczorajszego. Inni, że łatwiejszy. Wolimy się miło zaskoczyć. Zakładamy, że będzie trudniej, o ile w ogóle może być trudniej. Ruszamy wczesnym rankiem, w myśl zasady, że wszystko co trudne najlepiej zrobić rano. Po dwóch godzinach drogi docieramy do bramy wyjazdowej z parku, okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Co prawda i tak w lodówce znowu wszystko wywrócone do góry nogami, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Pora na nagrodę. Wynagradzamy sobie każdy pokonany trudny odcinek drogi małymi przyjemnościami. Niekoniecznie najzdrowszymi, no ale w końcu jesteśmy na wakacjach. Tym razem puszka coli i snickers. Chcemy

Botswana. Słoń, który przywrócił nadzieję.

Wjeżdżamy do Botswany. W trójkę. Strażnik po namibijskiej stronie prosi abyśmy przez granicę przewieźli jego koleżankę. Jego spojrzenie nie pozostawia wątpliwości. Od naszej decyzji zależy, czy będzie miły, czy nie. Niezależnie od jego nastawienia i tak byśmy panią zabrali ze sobą. Przejazd przez granicę nie trwa długo, ale konieczność przesunięcia zegarka o godzinę do przodu …

Oto lwy

Założenie przed wylotem do Afryki południowej było takie, że dziennie nie pokonujemy więcej niż 350 – 400 km. No i że staramy się nie jeździć po zmroku w RPA, a w Namibii i Botswanie po prostu nie jeździmy po zmroku. W RPA w nocy jest podobno niebezpiecznie z uwagi na czynniki ludzki. Piszemy podobno, bo …